20 maja 2014

Nowe torebki i wygrana :)

I tak oto w ślimaczym tempie powstają nowe rzeczy.
Jakoś nie mogę się zorganizować i ubolewam z tego powodu :(
Mam mnóstwo pomysłów na nowe uszytki, plany wypróbowania nowych technik patchworku, tylko doba nijak nie chce się rozciągnąć...
Tym razem udało mi się skończyć proste torebki-listonoszki…
W zasadzie miały być młodzieżowe, na książki do szkoły - uszyte z czarnego płótna, usztywnione camelą, przepikowane z ociepliną trzymają świetnie formę. W środku podszewka z trzema kieszonkami, regulowany pasek z taśmy parcianej, z tyłu kieszeń na zamek, klapka z ciekawych patchworkowych tkaninek - tych lepszych, które po zakupie trafiają do pudełka i przez jakiś czas służą do patrzenia i głaskania… dopiero jak już w zadowalającym stopniu nacieszą oczy nabieram odwagi aby coś z nich uszyć… też tak macie?
Oto one:
gazetowa
moda lata 60
damskie dodatki
Na tyłach torebek naszyta kieszeń z zamkiem.

przy okazji znalazłam zdjęcia jeszcze jednej gitarowej torebeczki uszytej jakiś czas temu...


Muszę się też pochwalić, że mój ostatnio uszyty bieżniczek zdobył wyróżnienie w SZUFLADZIE z czego ogromnie się cieszę :)
Dostałam bon na zakupy do sklepu Passion Room gdzie nawybierałam sobie różnych cudnych drobiazgów :)
Dziękuję prowadzącym "SZUFLADĘ" za zorganizowanie zabawy i sponsorowi za upominek :)

30 kwietnia 2014

Wentylator

Wracam do szycia :)
Pomalutku wykańczam pozaczynane jeszcze w okresie ciąży uszytki, przez niektórych zwane "ufoki" a muszę przyznać, że trochę ich mam. Jako pierwszy został skończony patchworkowy serweto-bieżnik. Znalazłam go kiedyś na jednym z zagranicznych blogów i tak mi się spodobał, że postanowiłam uszyć podobny.
Dzięki uprzejmości właścicielki bloga dostałam wzór i szczegółowe instrukcje szycia tego połamańca, którego nazwa została ciekawie przetłumaczona przez google jako "wentylator". Chyba faktycznie trochę go przypomina. A oto mój bieżniczek:
lewa strona:
i kilka zbliżeń:

Do uszycia takiej serwety potrzebne sa dwa zestawy zszytych ze sobą pasów tkaniny, które odpowiednio przycięte dadzą nam taki efekt... Ja wybrałam takie kawowe zestawienie:

A teraz odsyłam do źródła, z którego czerpałam inspirację, to >tutaj< obejrzeć można dużo ładniejszy i bardziej zgrany kolorystycznie pierwowzór, oraz zapoznać się z instrukcją szycia tego cudaka.

Serwetę postanowiłam zgłosić do wyzwania SZUFLADY

2 kwietnia 2014

Jestem Mamą :)

Witajcie kochani!
Pewnie już większość z Was wie, że zostałam mamą po raz drugi :)
Ewelinka przyszła na świat SN 29-go marca o godz 15.05
Mała, słodka kruszynka... zakochałam się w niej, jak tylko położyli mi ją na brzuchu - 53cm i 3470g szczęścia. Sam poród przebiegł w błyskawicznym tempie, aż sama byłam zaskoczona, że trwało to niecałe 3 godziny! Na szczęście mąż był ze mną i służył wsparciem, chyba dlatego tak szybko poszło :) Poza tym miałam fantastyczną opiekę, zarówno na porodówce jak i na oddziale noworodkowym.

A to Ewelinka w dniu wyjścia ze szpitala:

Moje słoneczko tylko je i śpi :)

Mama bardzo się z tego powodu cieszy, bo jak tylko wydobrzeje, to chciałaby wrócić do maszyny i swoich szyciowych planów :P

A dziś maleńka zaszczyciła nas swoim cudnym uśmiechem:

Dawidkowi zaś przypadła rola starszego brata, póki co bardzo sie stara ;)

Dziękuję rodzinie, wszystkim znajomym i bliskim za słowa wsparcia w ostatnich dniach przed rozwiązaniem oraz za wszelkie życzenia i gratulacje.

A dla wszystkich obecnych i przyszłych Mam dedykuję ulubioną piosenkę Natalii Niemen, która wciąż za mną chodzi...

29 marca 2014

Syndrom wicia gniazda zakończony.

Tak, to już koniec przygotowań na powitanie nowego członka rodziny...
Z większością spraw zdążyłam się uporać, ale wciąż za mną chodzi myśl, że może czegoś brakuje, dlatego krzątam się po domu czyniąc ostatnie przygotowania... po prostu muszę się czymś zająć, żeby zapomnieć o stresie w związku ze zbliżającym się porodem.
Kolejne drobiazgi to między innymi sówka-ciamkatka. Wiem, wiem , że to za wcześnie na tego typu zabawkę, ale jak już mnie naszło, to musiałam uszyć...
I coś mało atrakcyjnego - tym razem dla siebie, czyli wielorazowe wkładki laktacyjne, które poszyłam dzięki uprzejmości Asi, która podarowała mi resztki pulowej, nieprzemakalnej tkaninki...
Łóżeczko też już gotowe, na razie skromnie, pierwsza pościel i ochraniacz powstały z różnych kawałków bawełny w odcieniach różowości... Pokrowiec na przewijak uszyty z szlafroka frotte w rozmiarze XXL znalezionego w SH (oszczędnie i rycyklingowo).
Od Eli ze 100-krotek dostałam w prezencie śliczny śliniaczek.
Serdecznie Ci Elu dziękuję :)
Też pewnie jeszcze kilka uszyję, ale to już później, jak się zaczną zupki i kaszki ;)
W przygotowaniu jest jeszcze pewien projekcik na narzutkę-pledzik dla małej.
Wszystkie te cudne jasne i ciemne odcienie różu pochodzą ze sklepu 100-krotki niestety, projekt na razie tylko skrojony, poczeka trochę na połączenie, bo póki co nie siadam już do maszyny...

A ponieważ mam zespół niespokojnych rąk i muszę coś dłubać, na pożegnanie zimy wydziergałam sobie szaliczek z fantastycznej włóczki FRILLY. Trochę opornie mi to szło, bo z drutami miałam do czynienia kilkanaście lat temu ale efekt mnie zadowolił. Z porą roku tylko nie trafiłam, ale na następną zimę będzie jak znalazł :)
Ja póki co, dalej nie rozpakowana. Wczoraj minął pierwszy termin, siedzę jak na szpilkach i czekam na pierwsze sygnały porodu jak na zbawienie... Mam nadzieję, że już w najbliższych dniach, będę mogła podzielić się z Wami dobrą nowiną. Trzymajcie kciuki :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...